O polityce...


Za parę dni wybory prezydenckie. Nawet jeśli nie oglądamy namiętnie telewizji, nie sposób nie natknąć się na rozwijającą się kampanię. I oczywiście nic odkrywczego nie powiem, jeśli stwierdzę, że to, co dzieje się przy tego rodzaju aktywności politycznej jest co najmniej żenujące.
Podobno politykiem trzeba się urodzić. Trzeba mieć mnóstwo talentów i szczególną osobowość. W pewnym sensie to prawda. Dlatego niektórzy z polityków wzbudzają naszą sympatię nawet mimo odmiennych poglądów. Jednak zdolności to nie wszystko. Zaczynając swą drogę polityczną, pewien pan był zwykłym rolnikiem. Jego wizerunek kojarzył się bezsprzecznie z workami z pszenicą i widłami. Wraz ze wzmożoną aktywnością, wzrósł sztab ludzi dbających o wiele rzeczy, pozornie z polityką nie mających nic wspólnego. A jednak: na naszych oczach przeistoczył się w eleganckiego, opanowanego i szalenie modnego i zadbanego, wybornego stratega i negocjatora. To ludzie od wszędobylskiego Pi-aRu, spin-doktorzy, specjaliści od wizerunku politycznego, psycholodzy społeczni i trenerzy asertywności są twórcami tejże przemiany. Wiemy o tym dokładnie wszyscy. Poglądy czy emocje potencjalnych polityków mają nieco mniejsze znaczenie. Problem w tym, że te poglądy są szalenie elastyczne. Dotyczy to zarówno kandydatów na fotel prezydenta, na posłów czy naszych kandydatów na radnych.
Poglądy – ważna rzecz. Partie polityczne czy kluby mają swoje ustalone poglądy. Członkowie tychże jednogłośnie obwieszczają swój punkt widzenia na pewne sprawy, więc wystarczy ograniczyć się do lubienia, bądź nielubienia jakiegoś ugrupowania. O te partie zawsze jest najwięcej zamieszania. Szczególnie na spotkaniach towarzyskich. Jeśli taki raut przerodzi się w dyskusję o polityce mamy imprezkę z głowy. Jeśli możemy sobie wspólnie ponarzekać na tego samego wroga to luksus. Gorzej, kiedy każdy ma innego wroga, kiedy naszym wrogiem jest przyjaciel naszego przyjaciela. Dodajmy do tego odrobinkę chociaż alkoholu i zadyma gotowa. I niby kłócimy się o poglądy. Ale nawet autorytety zmieniają poglądy. Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów. Tylko mnie się nie chce wierzyć w szczerość tych zmian. A gdyby nasz kandydat, którego tak bezapelacyjnie bronimy nagle zmienił zdanie w ważnej dla nas kwestii? Zmieniamy kandydata? Okazuje się wtedy, że to może nie takie ważne, albo nagle przechodzimy na drugą stronę. No … chorągiewka. Zachowujemy się jak takie stado, łażące od drzewa do drzewa: tu się zatrzymamy – mówi wódz. Nie, tam. Albo nie – za rzeką. A my jak te cielęta. Tu, nie – tam, nie – za rzekę. A wódz się cieszy: Ale mam władzę!!!
Czy nie lepiej by było, od razu, szczerze powiedzieć: Chcę mieć władzę, jestem na to gotowy, chcę być na szczycie. Zrobię, co zrobię, jeszcze nie wiem co, ale coś tam na pewno. Chcę być politykiem, urodziłem się politykiem. Polityka to całe moje życie, mam marzenia i plany z nią związane…!!!!
I takie tam… ale szczerze.
Jasno, przejrzyście, wiadomo, o co chodzi. A co taki zrobi ze swoją władzą? A czy wiemy co zrobi ten, kto obiecuje gruszki na wierzbie? Niestety – szczerość i polityka nie idą w parze. Mieliśmy już kiedyś w naszym rodzimym samorządzie politykę podobno opartą na uczciwości i źle się to skończyło. Przede wszystkim dla uczciwości: „Tu nie ma podwójnego dna” – a było, „Fakty mówią same za siebie” – no mówiły, tylko co innego każdemu, „Zmiana to jedyna pewna rzecz w życiu” – pewnie, że tak. Tylko ktoś zapomniał, że też rzecz ciągła i dotyczy każdego. Ha… Kto pod kim dołki kopie sam w nie wpada…
Nie mieszajmy tak wielkiej wartości i cnoty jak Uczciwość do polityki. To obrazoburcze. Człowiek jaki jest każdy widzi. Bo nie słowa, a czyny świadczą o nas – jak mówił poeta (nie pamiętam tylko który…).
Są też dziedziny, w których polityka w ogóle nie powinna mieć miejsca, a jednak ma. Kościół, szkoła, urzędy to miejsca, w których każdy jest dla każdego, nie pyta o kolor skóry, wyznanie, orientację seksualną czy poglądy polityczne. A jednak. Na pewnym spotkaniu w naszym ośrodku, na moje słowa, że kultura jest apolityczna i nie powinno się tych dwóch dziedzin mieszać usłyszałam: „Polityka jest wszędzie proszę Pani, nawet u Pani w sypialni”. O, co to, to nie. Proszę mi nie zaglądać do łóżka, proszę pana! Tylko, że niektórzy politycy mają taką niestety słabość do kontrolowania wszelkich sfer naszego życia. I ja się osobiście na to nie zgadzam. Już chyba wolę, żeby taki polityk nic nie mówił tylko ładnie wyglądał w telewizji i się miło uśmiechał. To zdrowsze dla społeczeństwa.
Adam Boniecki, uczeń Zespołu Szkół w Teresinie, wyróżniony za swoje przemówienie na Dniach Retoryki, to zdolny mówca. Rok w rok do nas przemawiał. Szkoda, że będąc w klasie maturalnej nie będzie miał już tej okazji. Jego barwne słowa zawsze wzbudzały śmiech i zadowolenie. Co prawda, z reguły, nie wiadomo było o co chłopakowi chodzi, ale to talent polityczny chyba się właśnie w nim odzywał.
Być może zostanie wytrawnym politykiem? Zna potęgę umysłu i jej działanie na drugiego człowieka. Na pierwszy miesiąc lata (oby wreszcie przyszło) –„ lekkie” przemówienie pt.: „SIŁA UMYSŁU”. Zapraszam do lektury poniżej.