O TYM, CO POWIEDZIEĆ, KIEDY NIE WIADOMO CO POWIEDZIEĆ…


Tematem mojego przemówienia będzie wyrażanie własnego zdania.
Tak drodzy państwo, to jest problem. Kiedy ktoś zaskoczy nas swoją propozycją lub uwagą, nie zawsze wiemy co odpowiedzieć, motamy się, jąkamy i w efekcie odpowiadamy rzeczy, z których potem wcale nie jesteśmy zadowoleni.
Dlaczego nie zawsze mówimy to, co chcemy powiedzieć, jakie ma to konsekwencje, i czy w związku z tym, w ogóle warto jest mówić swoje zdanie - na te pytania postaram się odpowiedzieć.
Żeby bardziej przybliżyć Państwu temat, opowiem o pewnym dniu z mojego życia.
To był fatalny dzień.
Spóźniłam się na lekcję, ponieważ stałam przed szkołą i wysłuchiwałam pokrętnej opowieści mojej koleżanki, jak to jeden chłopak ciągle podgląda ją na Naszej Klasie i generalnie ‘o rany! Jaki on jest słodki!’ Wiedziałam, że mija już 5 minuta geografii, ale nie chciałam być niemiła, nie potrafiłam przerwać. Tak więc dosłuchałam do końca opowieści o chłopaku, którego imienia właściwie nie znała żadna z nas i pobiegłam na lekcję. Jak na złość na korytarzu natknęłam się na panią od biologii, która już od dawna ścigała mnie żebym wzięła udział w apelu. ‘Marianko! Na następnej lekcji próba, mogę na Ciebie liczyć prawda?’ To miał być apel na temat zdrowego trybu życia, pani chciała żebym w przebraniu wielkiego pomidora mówiła o tym, jak niesłychanie ważna jest codzienna porcja warzyw w życiu młodego człowieka. Nie chciałam tego. Wiedziałam, że zrobię z siebie idiotkę i naprawdę tego nie chciałam. Ale miałam dobry kontakt z panią od biologii i nie zamierzałam tego psuć, więc powiedziałam, że przyjdę i pobiegłam spóźniona na lekcję.
Pani od geografii długo na mnie krzyczała, ponieważ poczuła się zlekceważona, było mi głupio, żeby odwrócić od siebie jakoś uwagę, zaczęłam gadać z dziewczynami, które siedziały za mną. One były właśnie pochłonięte dyskusją na temat Magdy, Magdy czyli dziewczyny przez którą spóźniłam się do szkoły. Nie lubiły jej, obgadywały ją. Ja wiedziałam, że nie powinnam obgadywać Magdy, kolegowałam się z nią, ale byłam na nią zła, więc nie stanęłam w jej obronie, a wręcz dołączyłam się do dyskusji.
Ponieważ komunikacja w mojej szkole jest na bardzo wysokim poziomie, na następnej przerwie dostałam sms-a od Magdy o takiej treści: „Słyszałam, że mnie obgadujesz. Fajnie masz! Zaraz będę w szkole to pogadamy!’ …Super! Myślałam właśnie o tym, co jej powiem, kiedy podszedł do mnie Maciek, ‘Idziesz na wagary na następnej godzinie?’
Nie chadzałam na wagary, wagary w moim wydaniu to był bardzo zły pomysł. Niektórzy tak sprawnie wymykali się ze szkoły - ja tego nie potrafiłam. Zawsze były z tego same problemy i odmówiłabym od razu, gdyby nie to, że Maciek… to był Maciek!
Wtedy dwa lata starszy ode mnie chłopak, strasznie mi się podobał, więc powiedziałam, że pójdę z przyjemnością. Poza tym wiedziałam, że idąc na wagary uniknę nieprzyjemnej rozmowy z Magdą i próby do apelu, więc jakiś inny naiwniak zostanie pomidorem! Wymykałam się właśnie z szatni gdy zobaczyłam:
- Wchodzącą do szkoły, wściekłą Magdę,
- Idącą w moją stronę panią ze scenariuszem,
- I czekającego na mnie Maćka.
Wiedziałam, że czego bym w tej chwili nie zrobiła, i tak cała trójka będzie na mnie totalnie zła.
Stop klatka.
Czy i co dałoby się zrobić, żeby uniknąć tak przyjemnie toczącego się dnia?
Wszystko zaczęło się od tego, że nie potrafiłam przerwać koleżance. Czyli umiejętność mówienia o swoich interesach i potrzebach. Ja potrzebowałam iść na lekcje. czy jest jakaś szansa żeby mu przerwać nie obrażając go przy tym? Tak. Robiąc to w sposób jaki nas samych by nie uraził. Dając do zrozumienia drugiej osobie, że chcemy ją wysłuchać i z nią pogadać, tylko w tym momencie nie mamy takiej możliwości, żeby nawet dobrze się skoncentrować na tym co mówi. Po czym np. umówić się na wieczór.
Następnie - sytuacja z panią od biologii. Czyli umiejętność odmawiania. Często uczniowie są w takiej sytuacji, kiedy nauczyciel o coś nas prosi i mimo naszej ogromnej niechęci - nie odmawiamy. Bo to nauczyciel. Nie chcemy pogarszać sobie z nim relacji, etc.
Drodzy Uczniowie! Żaden - nawet najgroźniejszy nauczyciel, jeśli podamy mu szczery powód, dla którego nie chcemy czegoś zrobić, nie ma prawa nas za to ukarać!
Kolejna sytuacja z obgadywaniem Magdy.
Czy można było nie obgadywać Magdy tak, żeby obgadujące koleżanki się nie zezłościły? Ja, nauczona doświadczeniem, żeby unikać kłótni tego typu, mam swoją formułkę, która zawsze mi w podobnych sytuacjach służy – kiedy ktoś mówi coś na osobę, którą lubię, mówię- ‘chcesz go obgadywać? Ok. Ale nie przy mnie - bo to jest mój kolega’.
Zawsze działa, a właściwie sprawia, że ci co plotkują natychmiast się zamykają.
Ostatnia sytuacja z Maćkiem - czyli znów odmawianie, a właściwie śmiałe mówienie o zasadach jakie mamy. Można by powiedzieć, że nie chodzenie na wagary to była moja zasada, a więc nie musiałabym się nawet tłumaczyć. Po prostu powiedzieć nie idę, dlaczego? Bo taką mam zasadę. Koniec dyskusji. W ten sposób druga osoba rezygnuje nawet z namawiania nas. Poza tym, wbrew pozorom odmowa to idealna sytuacja, żeby pokazać drugiej sobie, że zależy nam na niej, proponując spotkanie kiedy indziej.
Ok. Czyli teraz wiedząc jak postąpić przewijamy cały fatalny dzień do początku.
Mówię koleżance ‘Magda strasznie chciałabym Cię wysłuchać, ale w tym momencie nie mam nawet takiej możliwości, zadzwonię do Ciebie wieczorem ok?’ Prawdopodobnie koleżanka się zgadza, a ja nie spóźniam się na lekcję, dzięki czemu pewnie nie spotykam na korytarzy pani od biologii, ale zakładając, że spotykam, na jej kwestię ‘Marianko, dzisiaj próba, mogę na Ciebie liczyć prawda?’ mówię ‘Proszę pani, chciałabym pomóc, ale przemyślałam sobie sprawę i niestety muszę odmówić. Po prostu będę się źle czuła grając tego pomidora, za bardzo mnie to będzie stresować. Przepraszam, przykro mi, mam nadzieję, że pani to rozumie.’
Pani prawdopodobnie zleca mi znalezienie jakiegoś innego pomidora, który będzie na pewno dużo lepszym pomidorem niż ja, a ja nie spóźniona idę na lekcję. Słyszę plotkujące koleżanki i mówię ‘ej to moja kumpela, jasne, może was wkurzać, ale jak chcecie ją obgadywać to nie przy mnie’ dziewczyny siedzą cicho, a ja unikam kolejnego problemu jakim jest w ogóle cały konflikt z M.
Maćkowi, który proponuje mi wagary, odmawiam, mówiąc, że nie pójdę, bo na wagary nie chodzę, ale oczywiście umówić się możemy ;) na co Maciek mówi - aha, - umawiamy się albo nie…
To jest optymistyczny scenariusz.
Oczywiście mogłoby być dużo gorzej. Pani od biologii mogłaby okazać się potworem, który nęka mnie i mści się przez kolejne lata nauki stawiając mi jedynki i pytając na każdej lekcji.
Dziewczyny od obgadywania mogłyby się śmiertelnie obrazić.
A Maciek mógłby pomyśleć, że jestem sztywna, a ostatnią rzeczą na jaką by miał ochotę to umawianie się ze mną.
Jasne, taki scenariusz też nie jest niemożliwy.
I tutaj dochodzimy do kluczowego momentu mojego przemówienia - Zatem dlaczego warto jest mówić swoje zdanie, zawsze?
Dlatego, że co by się nie działo, z kim nie bylibyśmy w niezgodzie - to zawsze będziemy w zgodzie z samym sobą. A to chyba najważniejsze. Bo będąc w zgodzie ze sobą nie musimy się nikomu tłumaczyć, przed nikim uciekać.
Jeśli zawsze będziemy wyrażać swoje zdanie, mimo, że ludzie będą mogli być na nas źli, to my i tak będziemy w porządku wobec nich.
Wierzcie mi, zyskamy ogromny szacunek wśród znajomych. Zyskamy też przyjaciół, którzy będą wiedzieli, że jesteśmy godni ich zaufania.
Ale są też ludzie, którym nie będzie się podobało wyrażanie przez nas naszego zdania. I co z tego? Jeśli ktoś nie jest w stanie zaakceptować naszego zdania, to znaczy, że nie jest też w stanie zaakceptować nas, a to chyba zły materiał na znajomego.
Mam propozycję, żeby każdy z was, do soboty, czyli dwa dni, pamiętał właśnie o tym wyrażaniu własnego zdania. Chodzi mi o takie codzienne sytuacje, jak np. głupia rozmowa przez gadu, kiedy koleżanka obgaduje drugą koleżankę, a my zamiast dla świętego spokoju napisać ‘haha tak, tak’ – napiszmy to, co naprawdę sobie w tej sytuacji pomyśleliśmy. Tylko przez te dwa dni, żebyście sami się przekonali czy to się właściwie opłaca czy nie.
I pamiętajcie, że jeśli ktoś wstydzi się własnego zdania, to tak naprawdę wstydzi się samego siebie.


Marianna Fijewska