O wolności...


WOLNOŚĆ - problem, cnota czy pusty slogan?
Mamy Święta. Święta w Kościele katolickim najważniejsze. Postanowiłam podzielić się przy tej okazji refleksją o wolności. Ostatnimi czasy bardzo mnie ten termin intryguje. Chciałabym go poruszyć w kontekście rocznicy śmierci Jana Pawła II i w kontekście młodzieży. Dzisiejsza „Kawa…” będzie bez dodatku. Kolejne przemówienie dołączę do następnego wejścia „Kawy…”. Ale ta tutaj jest sama. Zaprosiłam na kawę samą siebie. ;>

Chcę napisać o wolności młodzieży. To z nimi mam najwięcej do czynienia. To ich problemy są moim chlebem powszednim. Potrafię sobie przypomnieć swój okres młodzieńczy i dlatego może nic mnie nie zdziwi jeśli chodzi o ten etap życia człowieka. Lubię młodzież. Jest otwarta, pełna pomysłów, chłonna, ciekawa świata, żądna wiedzy i umiejętności. Dlaczego zatem tak popularne jest przekonanie, że to najgorszy okres w życiu? No właśnie. Dla kogo najgorszy? Dla dorosłych. Dla rodziców i nauczycieli. Bo przecież nie dla młodzieży. Jeżeli młodzi są tacy jak ja ich widzę, to dlaczego mają problemy w szkole, a rodzice nie umieją sobie poradzić wychowawczo? Kolejne pytanie: Kto ma problemy w szkole? Czy na pewno uczniowie? A wychowawcze? Na pewno dzieci? A może problemy mają nauczyciele? Rodzice? Z czym? Z akceptacją. Myślę, że dorosłym ciężko jest zaakceptować indywidualność dzieci. Ich wyjątkowość i doskonałość nawet jeśli popełniają błędy. Któż ich nie popełnia. Ale to, co jest błędem w naszych oczach, dla młodego człowieka może być doświadczeniem, lekcją i nauką i na tym może zbudować swoją osobowość. Siła i odwaga bierze się w moim mniemaniu właśnie z porażek. Zastanawia mnie, czy w dzisiejszym świecie, dorośli, czyli nauczyciele i rodzice, nie mają tej świadomości czy jej mieć nie chcą.
Zrozumiem, jeśli po moich słowach ruszą głosy oburzenia i irytacji. Że niby kim ja jestem żeby w ten sposób się wypowiadać. Już odpowiadam. Pozwalam sobie na te słowa, gdyż bezpośrednio obserwuję potyczki młodzież – rodzice lub młodzież – nauczyciele. Dotyka to również zajęć pozaszkolnych, które mam przyjemność prowadzić. Ten felieton postanowiłam napisać pod lekkim wpływem oburzenia, po fakcie, który miał miejsce parę dni temu. Mianowicie, nie mogę się pogodzić z faktem odmówienia młodzieży prawa wyboru, wolności i suwerenności osobistej.
Niestety nie mogę w szczegółach podać powodów i okoliczności zaistniałej sytuacji, ani dlaczego i co tak naprawdę miało miejsce. Jednak nie to jest ważne. Ważne są fakty (tak mówił kiedyś jeden z teresińskich włodarzy).

A fakty mówią same za siebie. Wyobraźmy sobie, że grupa młodzieży, bardzo chce wystąpić z przygotowanym przez siebie programem, ale nie może. Gdyż, Bóg jeden wie dlaczego, szkoła im tego zabroniła. Nakazała im wystąpić tego samego dnia i o tej samej godzinie w szkole, mimo, że termin dzieciaki już od dawna zarezerwowały. Dodajmy jeszcze, że jest to piątek wieczór, więc jest to teoretycznie czas wolny. Młodzież poszła po wsparcie do rodziców. Otrzymała je. Są jeszcze ludzie, którzy traktują dzieci właśnie jak ludzi. Problem w tym, że nie wiadomo tylko, czy nie odbije się to na nauce i kontaktach z nauczycielami. A raczej wiadomo, że odbije się negatywnie. Niestety nie wszyscy mają rodziców, do których mogą się zwrócić, albo rodzice Ci są po stronie szkoły. To smutne, zważywszy, że nikt tej młodzieży nie słucha. Nie ważne jest, czego oni chcą, czy mają już plany czy nie. Nie ważne, że kochają, to co robią, robią to doskonale i z pasją. Nie daje się im wyboru, bo wyboru nie mają wg. szkoły. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma możliwości dyskusji jakiejkolwiek. Nie przyjmuje się do wiadomości bardzo rozsądnych argumentów. Ma być tak i już. Koniec kropka. Wtedy wychodzi z młodego człowieka natura i bunt gotowy. Niepohamowana agresja, złe słowa pod kierunkiem dorosłych, których potem żal, zachowanie, którego się szczerze wstydzi.
Niestety taki obrazek jest bardzo w szkołach powszechny. Wielu nauczycieli uważa, że posiada patent na wychowanie. To ułuda. Żaden patent nie jest możliwy, bo nie mamy do czynienia z workiem kartofli, gdzie poszczególne bulwy prawie niczym się od siebie nie różnią. W przypadku ludzi, a młodzież to też ludzie ;>, każdy jest inny. Każda jednostka to osobny świat, osobna osobowość, inne skłonności, marzenia, projekty z przeszłości. Inne wychowanie, poglądy. Młodość to okres niezwykle burzliwy. Kształtuje się osobowość, fizyczność i duchowość człowieka. To okres poszukiwania i sprawdzania. Także dorosłych.

Jan Paweł II powiedział do młodzieży w Monzy w 1983 roku:
„ Chrystus nie alienuje waszej osobowości, nie poniża, nie degraduje ani nie przytłacza waszego rozumu, nie gnębi waszej wolności!"
Papież, przez nas umiłowany, a który ponad wszystko kochał młodzież mówił, że powinno się szanować okres młodzieńczy. Nadawał sens społeczny i duchowy temu etapowi życia. Starał się młodzież rozumieć i wspierać. Uczył, jak rozumieć wolność, o którą wiele lat sam walczył. Mówił, że człowiek prawdziwie wolny to ten, który kocha prawdziwie, natomiast staje się niewolnikiem, wtedy, kiedy daje się ujarzmić czemuś, czego kochać nie powinien. Prawdziwa wolność zmierza do dobra i nie wyraża zgody na zachcianki. Nie ważne ile ma się lat…

Sobór Watykański II kontynuuje:
„ Godność człowieka wymaga więc, aby działał on według świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobiście, poruszany i kierowany od wewnątrz, a nie pod wpływem ślepego impulsu wewnętrznego czy czysto zewnętrznego przymusu (…) Na ukształtowanie takiej wolności wpływ ma wychowanie, a potem samowychowanie. Wychowanie do odpowiedzialnej wartości oznacza taką formację młodego człowieka, aby on chciał być sobą, aby jego czyny i całe postępowanie było zgodne z wartościami, którymi żyje sumienie…”

Czy w świetle poruszonej przeze mnie sytuacji można stwierdzić, że młodzież nie ma godności? Wolności wyboru? Czy Chrystus, na którego wielu się powołuje, nie kocha młodego człowieka? Czy młody człowiek to „nie-osoba”? Z pewnością odpowiedź na wszystkie pytania brzmi - NIE.
Tylko czy MY DOROŚLI o tym wiemy?...

I pytanie: Co by się stało, gdybyśmy młodego człowieka szanowali i pozwolili mu dokonać wyboru?

Joanna Cieśniewska