Piwnica pod Baranami


Był rok 2003. W maju zdobyłam Główną Nagrodę na I Festiwalu Recytacji i Poezji Śpiewanej na WSP ZNP w Warszawie.
Rektor uczelni zachwycony moim głosem i interpretacją piosenki Magdy Umer zadzwonił z prośbą, abym nagrała dwie piosenki i wysłała na podany adres do Krakowa.
Nie miałam pojęcia gdzie i po co wysyłam te nagrania, ale rektorowi się przecież nie odmawia, tym bardziej że byłam przed obroną pracy.
Nagrałam "Żony Marynarza Tęskną Piosenkę" z moim tekstem i muzyką Sławka Wódki i "List do Agatki" z moim tekstem i muzyką Leszka Lewickiego. Wysłałam i zapomniałam.
W listopadzie odezwał się Pan z Krakowa. Za tydzień miałam jechać do Piwnicy Pod Baranami. Podobno przesłuchali, spodobało się i zapraszają mnie i Leszka na koncert.
To było NIESAMOWITE!!!

Występ w Piwnicy był swego rodzaju nagrodą warszawskiego festiwalu. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się co dziewczyna z małej miejscowości miałaby robić w Piwnicy. Ale pełni optymizmu pojechaliśmy. W Krakowie na rynku czekał na nas przesympatyczny Pan. Wprowadził nas do knajpki z szyldem PIWNICA POD BARANAMI. Prawdę mówiąc zupełnie inaczej sobie wyobrażałam to miejsce. Zwykłe stoliki, zwykli ludzie , zwykły bar i głośna dyskotekowa muzyka. Nie powiem. Byłam rozczarowana. Usiedliśmy, wypiliśmy kawę i tuż przed godziną 20.00 Pan powiedział - IDZIEMY. Poszliśmy za Panem wąskim korytarzem. Głosy ludzi i muzyki powoli zanikały, aż zrobiło się cicho. Podeszliśmy do drzwi i Pan zapukał. Drzwi się otworzyły. Weszliśmy do sali. Obdrapane ściany, popękane lustra, stare ławki, krzesła, jakieś materiały, wieszaki i zupełnie inni ludzie. Starsi, dystyngowani Panowie całowali mnie w rękę, pytali skąd jestem, co będę tu robić, życzyli powodzenia, wszyscy mówili do nas po imieniu.
Dostałam "kawałek" garderoby, zrobiliśmy króciutką ale w pełni profesjonalną próbę i pozostało nam czekać. Widownia zapełniła się momentalnie, ludzie wręcz bili się o miejsca, bo salka jest bardzo maleńka. Niektórzy siedzieli na scenie. Przechadzałam się po tym miejscu widząc kobiety w dziwnych strojach, jakby damy z początku XX wieku. Wszędzie czuło się zapach fajek i papierosów, nad wszystkim czuwał chyba duch Piotra Skrzyneckiego bo czuło się też jego obecność. W garderobie, jednej dla wszystkich, jakaś kobieta przebierała się w koronkową suknię, a przemiły starszy Pan robił sobie bardzo intensywny makijaż. Poprawiłam włosy i chciałam wyjść. Ale poczułam, że Pan od makijażu łapie mnie za rękę.
- Co będziesz robić - zapytał
- Śpiewać - odpowiedziałam
- O czym?
- O nieszczęśliwej miłości. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- O Boże. To smutna będzie piosenka?
- Nie. Bo to taka kabaretowa nieszczęśliwa miłość.
- A to dobrze. - odpowiedział pan szczerze uspokojony.
Po chwili ni stąd ni zowąd spytał:
- A będziesz się rozbierać?
- O Mój Boże NIE Będę!!! - odpowiedziałam trochę skruszona, trochę wytrącona z równowagi
- Szkoda... - odpowiedział wyraźnie rozczarowany.
Potem zaproszono mnie na scenę i zaśpiewałam.
Nie pamiętam wiele z dalszego koncertu. Wszyscy się w każdym razie świetnie bawili. Zarówno Ci na widowni jak i Ci na scenie. Tak naprawdę przecież o to chodzi. Dawać radość i mieć radość z dawania.
Piwnica Pod Baranami to zaczarowane miejsce. Zawsze będę o tym zdarzeniu pamiętać i bardzo miło wspominać. Występ tam to było moje największe marzenie. Kiedyś, dziękując rektorowi, powiedziałam, że nie mam teraz o czym marzyć...
Ale jest jeszcze kilka takich miejsc, które zawsze będę kojarzyć z bajką... Może je kiedyś odwiedzę........Asia Cieśniewska (Kwiatkowska)