PRZEMOC W RODZINIE


Szanowni Państwo

Mam ogromną przyjemność i zaszczyt wystąpić dziś przed Państwem, aby wygłosić swoje poglądy i spostrzeżenia na temat przemocy w rodzinie. Głównie skupię się na przemocy nad dziećmi.
Rzadko kiedy ludzie zastanawiają się nad konsekwencjami przemocy nad tymi najmłodszymi obywatelami świata, zapominając często o ich przyszłości i o tym, co mają zapisane w swojej psychice. Czy i jak będą wychowywać swoje dzieci? Przy tej okazji chcę przytoczyć fakty z własnego życia. Pierwszy raz zostałam dotkliwie pobita przez swojego ojca, gdy miałam pięć lat. Pamiętam, że wtedy wróciła pijany z pracy. W moim domu to zawsze mama rzetelnie pracowała, myślała o wychowywaniu dzieci i utrzymaniu domu. Ojciec to, co zarobił miał na własne potrzeby czyli na alkohol. Jego nie interesowało nic prócz picia. Pod pretekstem jakiś problemów zapijał ostro. Przy tym był bardzo agresywny. Bił czym i gdzie popadło. Mama chroniła nas przed ciosami. I to właśnie wtedy najbardziej dostawało się naszej mamie. Czasami płacząc, próbowałam powstrzymać go przed biciem mamy, ale to niewiele pomagało. Ja też wtedy dostawałam. Na ciele były siniaki, na ubranku często krew. Później zaczęłam się bać i uciekałam na strych. Tam było bezpiecznie. Schodziłam, kiedy dochodził mnie płacz mamy i młodszego brata. Tuliliśmy się do siebie. Dopiero w jej ramionach miałam poczucie bezpieczeństwa. Tak jest do tej pory, choć mam już kilkanaście lat.
Przez ojca nauczyłam się wbrew sobie uśmiechać przez łzy i nienawiści do drugiego człowieka. Szczególnie boli, gdy tą nienawiść przelałam na ojca. Od trzech lat mamy w domu spokój. Mama odważyła się na rozwód z mężem i ojcem tyranem. Ja postanowiłam nie powielać w swoim dorosłym życiu przykładu z życia moich rodziców. Mam nadzieję, że mi się to uda. My bardzo wstydziliśmy się mówić o swojej trudnej sytuacji, baliśmy się ośmieszenia we własnym środowisku. Tak było! W ciągu ostatnich lat o takich sprawach mówi się coraz głośniej. Społeczeństwo zaczyna pozytywnie reagować, choć nie zawsze. Dziś docierają do nas, za pomocą mediów, informacje o wyrodnych rodzicach, którzy biją dzieci, okaleczając je i głodząc, o tym, że opieka społeczna znajduje brudne i zaniedbane dzieci w domach-barłogach, o niemowlętach w koszach na śmieci. Nie zawsze jednak te poszkodowane dzieci trafiają pod dobrą opiekę. W najgorszym wypadku umierają, a te które żyją nie mają właściwej pomocy pedagogicznej i psychologicznej. Trwają w psychicznym bólu i cierpieniu, nie radzą sobie sami z problemami. Często zdarza się, że wracają do życia podobnego do tego, które wiedli ich rodzice.
Dlaczego wobec tego jest tak małe jeszcze zainteresowanie tym problemem społecznym? Dlaczego władze nie chcą tego widzieć? A przecież: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich dzieci chowanie”. Dobre wychowanie dzieci to najlepsza na świecie inwestycja.
Dziękuję za uwagę.