WIRTUALNY LINCZ


Chcąc wybrać temat dzisiejszego przemówienia, zaczęłam przeglądać różne blogi, fora i strony internetowe. To, co tam przykuło moją uwagę, to ilość bezinteresownego jadu wylewanego w tych miejscach. Ludzie myśl, że gdy dostają odrobinę anonimowości mogą robić co im się tylko podoba. Szczerze przyznam, że nienawidzę takich osób, odważnych tylko zza monitora i w chwili, której nikt ich nie rozpozna. Dziś chciałabym przedstawić kilka ofiar internetowego linczu oraz skutki jakie może on przynieść.
Pierwszą ofiarą, której postać chciałabym przybliżyć to Dorota Świeniewicz. Jest to wspaniała polska siatkarka, dwukrotna złota medalistka Mistrzostw Europy. Kiedy kilka lat temu Dorota zdobywała medale z reprezentacją i uzyskała tytuł najlepszej siatkarki, kibice pisali: „Dorotko! Dorko! – Kochamy Cię! Ale baba, tylko babka potrafi tak grać! Jest w niej coś z dzikiego ptaka, jest wspaniała, jest naszym orzełkiem…” Kibice prześcigali się w tym jak wspanialej można by ją określić. Niedawno Świeniewicz postanowiła przerwać swoją karierę i urodzić dziecko. Zaznaczyła jednak, że powróci do gry i gdy trener powoła ją do reprezentacji zawsze stawi się na zgrupowanie. Po jednym z nich, synek jej nie poznał. Ale się nie poddała. Znalazła rozwiązanie, aby móc grać i pomagać reprezentacji i być z dzieckiem. Niestety po powrocie fama Doroty nie była już tak wspaniała jak przed ciążą. Po pierwszych meczach pojawiły się komentarze: „Nie rozumiem tego. Trener zaczyna budowanie zespołu od wypalonej zawodniczki…” To był tylko początek. Po kolejnych meczach, w Internecie zaczęto o nij pisać tak: „… Niech lepiej zajmuje się sprzedażą na stadionie. Jest cienka jak żyletka. Niech lepiej gra w pici – polo. Koleżanki pewnie mówią do niej na boisku per Pani…”
Dorota nie wykorzystała tych oszczerstw. Zrezygnowała z gry w reprezentacji. Na koniec swojego oświadczenia dodała po prostu: „Poddałam się”
Kolejnym przykładem wirtualnego linczu, który chciałabym przedstawić jest dużo bardziej tragiczny w skutkach południowokoreańska aktorka Choi Jin-Sil. Była ulubienicą narodu. Do czasu. Rodacy odwrócili się od niej, gdy podczas rozwodu zaczęła domagać się swoich praw. A to w konserwatywnej Korei jest nie do pomyślenia. Tam kobieta nie ma żadnych praw. Po tej rozprawie zaczęła się pierwsza fala obraźliwych komentarzy pod adresem Jin-Sil. Poradziła sobie z nią. Zagrała w kilku filmach. Głównie postaci kobiety statecznej, zamożnej i silnej. W jednym z wywiadów powiedziała, że ona też jest taka. Po pewnym czasie Choi chciała by dzieci nosiły jej nazwisko i chciała odzyskać połowę majątku z małżeństwa. Zaczęły się kolejne ataki na jej osobę. Czarę przelał fakt, że zaczęto jej zarzucać, że przez nią popełnił samobójstwo koreański aktor. Choć była coraz słabsza psychicznie w swoim notebooku napisała: „Jestem samotną osobą, która pada ofiarą anonimowych prześladowań, nie mogę oddychać.” Niedługo po tym popełniła samobójstwo. Po tym fakcie, w Korei pojawił się jakby efekt Wertera. Nastąpiła fala samobójstw wśród młodych kobiet, pod których adresem pojawiały się nieprzychylne komentarze.
Wrócę jeszcze do Polski, żeby pokazać, jak wielka jest samowolka internetowa w naszym kraju. Pewien młody informatyk, pan Marek z Cieszyna, nie miał żadnych oporów, by wpuścić do sieci program, dzięki któremu, po wpisaniu do jednej z wyszukiwarek słowa „kutas”, wyskakiwała oficjalna strona prezydenta RP. Ten proceder trwał kilka miesięcy od marca 2007 roku. Wreszcie policja zlokalizowała go po adresie. Pan Marek tłumaczył się tym, że nie chciał nikomu zrobić krzywdy. To był tylko taki żart. Jestem tylko ciekawa, jaką minę miałby pan Marek, gdyby przekserowanie nastąpiło na stronę o jego matce, ojcu, bracie czy żonie? Pewnie nie potraktował by tego jak żart.
Na koniec chciałabym prosić wszystkich, żeby pięć razy zastanowili się zanim napiszą coś na forum. To może komuś zniszczyć życie. Wiem, że Internet jest miejscem, w którym każdy może napisać to, co myśli. Ale nie możemy zapominać o tym, żeby szanować ludzi. Bo to nie Internet, a drugi człowiek nadaje sens naszemu życiu.

Agata Karaś